niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 10

Odwróciłem głowę w stronę uchylonych drzwi. Stanęłam w nich uśmiechnięta od ucha do ucha Sam. Po chwili jej mina zmieniła się drastycznie. Jakby stanął przed nią zmartwychwstały człowiek. 
***
- Masz wyczucie czasu Walker.. -westchnąłem odkładając komórkę do szafki
- Ja pierdole -zakryła oczy kartkami - Masz małego!-krzyknęła -Ile ma? 3 centymetry? -uśmiechnęła się słodko, co spowodowało cofnięcie się mojego śniadania
- Nie zastanawiałem się... Mi do życia wielkość tego gościa-pokazałem palcem w stronę ręcznika-Nie potrzebna.-dopowiedziałem pewny siebie. Zilustrowałem Sam.- Chyba, że tobie. I ogólnie.. Masz dużą wyobraźnię odnośnie wielkości- posłałem jej całusa i zarzuciłem ręcznik na biodra z lekkim uśmiechem satysfakcji wzbudzenia wstydliwości u dziewczyny
- To pewnie dlatego nie słyszę już jęków Beth bo w końcu zauważyła jak mały jest
- Bo on-jeszcze raz postąpiłem ten sam gest- Jej nie rozdziewiczył.! Z resztą.. Weź wyjdź..-odwróciłem się w stronę szafki i zacząłem grzebać w komórce bez celu
- Pf bo w wieku 15 lat zrobił to ktoś inny - prychnęła - mam dla was zaproszenia na MVP
- Hah, super.-uciąłem krótko.
- Wiec um tak. To jest dla Jasona - zaczęła rozdawać przeciskając się pomiędzy chłopakami
- Nie ma ładniejszego.. Na tym jest odcisk buta - Jason
- Nie moja wina, ze Nathaniel nie umie chodzić i wpada na korytarzu na niewinnych ludzi a później nie pomaga nawet pozbierać im tego co wypadło.

-Nie moja wina, że wyskakujesz jak idiotka i wpadasz na mnie. Po czym żalisz się, że nie spełniam twoich oczekiwań odnośnie całowania i każesz rozdać zaproszenia futbolistom. Heh, koniec rozmowy. Nara.-poszedłem pod prysznic.
-Tobie tez nara, idioto-usłyszałem za sobą po czym wszedłem pod prysznic gdzie na podłodze, ognistymi literami pisało "kretyn"


~Perspektywa Nathaniela~
Powrót do domu przebiegał (jak na swoją monotonność) całkiem przyjemnie.  Bez zbędnych sprzeczek, spotkać z Sam czy pouczeń od nauczycieli. Po ciężkich treningach moje ciało wysiadało, więc jedyne o czym myślałem to odpoczynek, którego i tak nie dostawałem. Z każdym dniem co raz bardziej żałowałem, że wpędziłem się w „bycie sławnym”.
 Za dużo narzekam..? Całkiem możliwe.. Ale co poradzić, po tych kilku małych rzeczach mam serdecznie dość. A na dodatek są inne obowiązki.. Obowiązki dające do zrozumienia, że świat może być jeszcze gorszy niż się wydaje.
-Harriet jest u góry, nie chce zejść do mnie.-westchnęła strudzona matka-Co raz mniej przychodzi na lekcje, zamartwia mnie to..
-Ma 7 lat. Inne dzieci w jej wieku biegają na dworze za piłką, a nie..  robią z wodą.. coś..-podrapałem się po głowie- Nawet nie da się tego cholerstwa opisać.!-wykrzyczałem na rodzicielkę z złością.
Dotarłem pod drzwi siostry. Panowała za nimi niepokojąca cisza, więc pośpiesznie zapukałem. Gdy nikt nie odpowiedział szarpnąłem za klamkę. Wparowałem do pokoju siostry niczym zdesperowany zabójca szukający łatwego łupu, ale w mojej zbrodni brakowało jednego kawałka.. a mianowicie ofiary. Obszukałem cały pokój siostry, co nie przyniosło oczekiwanych skutków.
Przeraża mnie genialność mojej mamy.. Drze ryja na cały dom w celu poszukiwania danej osoby.. Ale nie wpadła na genialny pomysł, ze może jej nie być..
-Nie ma jej..-krzyknąłem do swojej rodzicielki. Na usłyszane słowa przybiegła szybciej niż zazwyczaj-Nie ma jej nigdzie, obszukałem cały pokój.. Wygląda, że lekcje magii zostają dziś odpuszczone..-odwróciłem się na pięcie kierując swoje kroki do ukochanego zakątka.
Po otwarciu drzwi zamarłem w progu. Ofiara zbrodni znaleziona. Zastałem siostrę płaczącą na łóżku w jednej ręce z łukiem, a w drugiej z nożem . Z cichym okrzykiem zamknąłem drzwi na klucz i podbiegłem do zguby dnia. Twarz Harriet powlekała warstwa łez, dająca jasno do zrozumienia, że nie wszystko jest tak jak powinno być. Wyjąłem z rąk dziewczynki nóż i poharatany łuk. Opłakiwałem go w sercu.
-Coś ty zrobiła..? Co ci to da.?-spytałem z nikłym załamaniem głosu
-Myślałam, że gdy się go pozbędę nie będziesz tam chodzić.. Zostaniesz ze mną w domu i będziesz mnie chronił, a nie.. Ją.-podniosła swój wzrok wbity w swoje dłonie na mnie-Ona to tylko problem. Ja jej nie chce. Jesteś tylko mój.
Słowa siostry zszokowały mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, jedyne co się odezwało we mnie to sumienie. Uświadamiające mi jaki jestem potrzebny tej małej istotce, którą uważałem za niezniszczalną.
-Odwołujemy dzisiejsze lekcje.-powiedziałem z  stanowczością idą do matki Od kluczyłem  drzwi i zapadłem na mini zawał serca.. Pięćdziesiąty raz dzisiaj. 
-Wiedziałam, że tu jest. W trybie natychmiastowym widzę waszą dwójkę na dole.. I mnie to nie obchodzi, że wam się nie chce.! 
-Dziś odpuśćmy, to nie ma sensu.. 
-Wszystko ma sens.!-przerwała mi w połowie zdania 
-Ona jest roztrzęsiona.!-krzyknąłem 
Może to teraz zabrzmi głupio.. Ale poczułem że robi mi się mokro pod stopami. Autentycznie.. Obróciłem się w stronę Harriet, która zasnęła na łóżku. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt , że z jej ciała niczym krew spływała woda zapełniająca pokój. 

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 9

-Znalezione! - krzyknął po chwili - proszę Cię bardzo - podał mi do ręki parę kartek
Ładnie udekorowanych kartek - dodałam w myślach
***
- Co to jest i co mam z tym zrobić? - spytałam zdezorientowana
- Jak myślisz?-podniósł jedną z brew
- Rozdaj osobą idącym na MVP, jakbyś mogła oczywiście..-zamrugał teatralnie rzęsami. 
-Ohh..., a dlaczego ja muszę czynić te honory? - założyłam nogi na biurko
- Nie mam zamiaru się tłumaczyć młoda damo-zepsuł moje poczynania, jednocześnie zdmuchując nikłe ziarnka brudu- Uciekaj je rozdać..-wypchnął mnie wręcz za drzwi
- Co do ch..- nie zdążyłam nawet dokończyć tego co zaczęłam bo nagle zderzyłam się z czymś i nie byłam pewna co to było
- Chwila uwagi nie zaszkodzi..-cichy szept poszkodowanego odezwał się gdzieś nade mną.
- Um -c - ktoś mnie wypchnął- Sorry - burknęłam
-Tłumacz się... Lecisz na mnie.-zaśmiał się
Podniosłam wzrok znad klatki poszkodowanego, jednocześnie tryskając aurą wściekłości.
- To ty - mruknęłam niezadowolona ze to Nathaniel
Pokiwał z uśmiechem głową, jednocześnie rozglądając się wokół nas na porozwalane kartki. Natychmiast ukucnął i zaczął je zbierać. Po pierwszej zrezygnował, biorąc jedną do ręki i czytając zawartość.
Wokół nas leżały porozrzucane zaproszenia na MVP. Każdy po nich chodził i miał je gdzieś wiec teraz były już prawie na całym korytarzu. Nath czytał jedna z nich zamiast domyślić się ze trzeba je pozbierać.. Ludzie patrzyli na mnie jak na niezdarę i niechluje. Nie lubili mnie. Dziewczyny za mną nie przepadały bo byłam kapitanka czirliderek . Chłopcy za mną nie przepadali za niedostępność. A ogol ludzi ma mnie za wredna dziewczynę, która nie potrafi się bawić i cały czas jest zimna. Na Natha patrzyli z uwielbieniem. No tak. Jak zwykle. Ale to nic..
- Rozumiem, że któreś moje..?-powiedział nadal wczytany w kartkę - Mam sobie je po prostu wziąć, czy uroczyście mi je dasz..?-uśmiechnął się lekko wstając
- Właściwie to mógłbyś je wziąć i rozdać drużynie futbolowej-udał zamyślonego- Zapomnij, sama je rozdam-westchnęłam
- I tak doskonale wiemy, że na mnie lecisz..-wstał z rękoma pełnymi zaproszeń
- Nie czeka gdzieś na ciebie Beth aby possać twoja twarz?
- Wiemy doskonale, ze i Ty o tym marzysz..
- Ta, już raz to robiliśmy i nie zamierzam tego powtarzać bo chujowo całujesz-pokiwałam przecząco głową podnosząc brwi
- Bo się za bardzo wessałaś.-dodał smutny
- Ja? To ty ssałeś jak głupi.
- Ja przynajmniej nie duszę językiem.
- Ugh zejdź mi z oczu, tylko weź te pieprzone zaproszenia.
- Nie ma sprawy, zaproszeń nie biorę. Na razie.!-powiedział oddalając się
Uśmiechnął się, podał zaproszenia i pognał w stronę szatni. Złożyłam w kupę te pieprzone zaproszenia i poszłam na kolejne lekcje. 
Nathaniel . Od czasu pocałunku nie rozmawialiśmy ze sobą, a nawet się nie widzieliśmy. A teraz gdy go zobaczyłam.. Czułam się trochę niezręcznie. Dziwnie. Nie chciałam go widzieć, lecz gdy to już się stało to musiałam stawić mu czoła. Tak już jest. Gdy człowiek tego nie chce, jak na tacy to dostaje.
Po skończonych trutniach z nauczycielami ruszyłam do męskiej szatni. Wbrew wszystkim stereotypom to footboliści dbali o higienę. Nie na darmo w szatni są prysznice. Jest chwila po treningu wiec gracze mogą być w ręcznikach. Tylko. Westchnęłam. Bądź silna Sam i nie zemdlej. Pociągnęłam za klamkę drewnianych drzwi na których pisało "Footbal players" i popchnęłam je.



~`Perspektywa Nathaniela~
Pobiegłem w stronę szatni zostawić rzeczy i przebrać się na trening. Po krótkim przywitaniu z znajomymi ruszyłem na boisko, z perspektywą siedzenia tam dobre dwie godziny. Uśmiecha mi się na to? Raczej tak. Trochę zmęczenia nie zaszkodzi.
Po treningu wkroczyłem znów do szatni niczym super bohater w czerwonej pelerynie.. podpalonej.
Z lekkim stłuczeniem (a może i nawet olbrzymim) wstałam z posadzki w celu zamknięcia drzwi przez, które przed chwilą wleciałem z olbrzymim hukiem. Jak gdyby nic podszedłem do sprawczyń mojego upadku. Wszystko było by okej, gdyby nie parsknięcie śmiechem ukochanego kolegi-Jasona. Moje szczęście dzisiejszego dnia nie zna limitu..
-Nie martw się Nathaniel.. Nikt nie widział. A bynajmniej tak mi się wydaje...-powiedział między odgłosami przypominającymi śmiech lub gody świnek morskich
-Ten siniak na moim tyłku cię zapamięta, a raczej twoją nogę. Kto ci takie głupie pomysły podsuwa, aby komuś nogi podkładać.!-podniosłem lekko głos dla nadania efektu słów
Odwróciłem się na pięcie, zarzucając spaloną peleryną mojego męskiego ego. Co prawda Jason był moim najlepszym przyjacielem. Wiedział o mnie niemalże wszystko ale jego charakter.. Nikt nie jest idealny. A cóż, na pewno nie on.
Wkroczyłem do prysznica tym razem bez zniszczeń emocjonalnych i fizycznych. Rozebrałem się, wrzucając rzeczy do szafki. Zerknąłem na komórkę.
-Chłopcy mam coś dla was..
Odwróciłem głowę w stronę uchylonych drzwi. Stanęłam w nich uśmiechnięta od ucha do ucha Sam. Po chwili jej mina zmieniła się drastycznie. Jakby stanął przed nią zmartwychwstały człowiek. 

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 8

Kolejny poranek. Kolejna noc. Kolejny sen, z tą samą osobą. Nathaniel-imię nie dające mi żyć nawet nocą. Dlaczego tak się dzieje? Może przez ten pocałunek.. Lecz to nie powinno było nigdy się zdarzyć. Nathaniel jest z Beth, ja jestem sama. Tak powinno zostać. I tak zostanie.
Choć już dawno powinnam być w drodze do szkoły, ja leżałam w łóżku. Była 7:55. Miałam to gdzieś. Rodzice mną się nie interesowali, więc i ja mogę mieć w dupie szkołę. Uczciwie, co nie?
Zamknęłam oczy i zaczęłam rozkoszować się błogim lenistwem. W głowie miałam już ułożony gotowy plan dnia. Lekkie śniadanie, książka, kawa, książka, kanapki i kawa, książka, lekka kolacja, książka i spać. Idealny plan. Wydawał się być taki dopóki.. dopóty nie usłyszałam, że dostałam sms-a. Spojrzałam na ekran z cichym przekleństwem.
Nadawca: Elena
(Jest jedną z cheerleaderek. To była chyba jedyna osoba, którą lubiłam z tych wszystkich fałszywych buziek w składzie.)
Mruknęłam. Czego ona chce? I to o tej porze.
'Zbieraj swój chudy tyłek i przyjdź do szkoły. Potrzebujemy Cię'
Zmarszczyłam brwi.
Potrzebują mnie? Kto? Po co? Jedyne co jej odpisałam to krótkie Wal się.
Odrzuciłam poły pościeli i postawiłam stopy na panelach. Nie, nie chcę iść-mruknęłam pod nosem. Posiedziałam tak chwilę po czym wstałam i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Po 40 minutach byłam w drodze do szkoły. Na moje nieszczęście lało jak z cebra, więc musiałam biec do budynku. Przez wcześniej wspomniany deszcz, treningi futbolistów i cheerleaderek odbywały się w hali sportowej. Tam też się udałam. Popchnęłam ogromne drewniane drzwi, jednocześnie dalej rozmyślając po co tu przyszłam.
Moim oczom ukazali się chłopcy i dziewczyny. Każdy był czymś zajęty.
Poszukałam wzrokiem Nathaniela. Słuchał pilnie trenera (udawał znając życie). Shelley zmęczony i spocony. Czyli wyglądał niezwykle pocią... Sam, przestań..!!-skarciłam się w myślach-Jesteś sama. Sama z swoim światem. 
Spojrzałam w stronę ćwiczącej Beth. Boże, jak ona mnie wkurzała.
- Samantho - usłyszałam jak trener futbolistów wymawia moje imię.
O nie. Lubiłam go, ale nie do przesady. Szybko odwróciłam się z zamiarem wyjścia.
- Nie tak szybko młoda damo- zastawił mi wyjście
Świetnie. Jeszcze brakowało mi problemów z nim.
 - Ja właściwie to bardzo się śpieszę.. - zaczęłam wymyślać kłamstwo na poczekaniu lekko się zacinąjąc
- Owszem, śpieszysz się. Do mojego gabinetu. No już. Szybko - popędził mnie pchając
Z wymalowanym zdezorientowaniem na twarzy poszłam do jego gabinetu. Usiadłam na fotelu dla gości , założyłam nogi na biurko i czekałam na jego słowa. Zaczął szukać czegoś w ogromnej stercie papierów na biurku. Nudziło mi się okropnie. Najpierw rozejrzałam się trochę po pomieszczeniu. Nie było jakieś niezwykłe. Właściwie była to klitka. Następnie zaczęłam myśleć  o Nathanielu i jego sztuczkach związanych z magią. Myśl ta krętymi schodkami sprowadziło mnie do władania ogniem, który zawsze przypominał mi waleczność u ludzi. W głowie zaczęłam wymawiać zaklęcia, co nie przyniosło żadnych efektów. Ogień się nie pojawił. Wymyśliłam nowe. Wypowiedziałam pod nosem słowa, które przyniosły się z niewiadomego źródła. Wraz z ostatnimi słowami zaklęcia, zapłonął kosz na śmieci. Kosz na śmieci który był pełny zwiniętych kawałków papierów. Otworzyłam szerzej oczy. Tak samo jak trener. Nie wiedziałam co zrobić. Nie miałam pojęcia czy na to istnieją też jakieś zaklęcia? Nagle ogień zniknął. Został tylko dym.
- Co to do cholery było.. - trener wciąż wpatrywał się w kosz
- Mooooże to ostrzeżenie od Boga aby wyrzucił pan śmieci .. - palnęłam od rzeczy
-Nie wierzę w Boga, Samatho - odpowiedział patrząc podejrzanie na kosz, po czym wrócił do przerzucania sterty papierków w poszukiwaniach
- Dlaczego? - zmarszczyłam brwi
- Ponieważ nie wierzę w rzeczy, których nie mogę zobaczyć-odparł z głową za biurkiem
- Ale tlenu też pan nie widzi a wie pan, że on istnieje! - powiedziałam z entuzjazmem
-Znalezione.!-krzyknął po chwili- Proszę cię bardzo.-podał mi do ręki parę kartek. Ładnie udekorowanych kartek-dodałam w myślach

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 7

-Problemy w raju..?-spytała z rozbawieniem
-Weź.. Nie wspominaj nawet...-Sam na moje słowa cicho westchnęła pod nosem
-Przykro mi..
-Tobie..? Myślałem, że raczej mnie wyśmiejesz..-podniosłem jedną brew
-No to się pomyliłeś..
-Najwidoczniej..-uśmiechnąłem się lekko- Albo mi się wydaje, albo zmieniłaś zdanie co do mnie.. Już nie jesteś taka.. Hmm.. Jak by to powiedzieć.. -udałem zamyślenie
-Jaka? - uniosła brew wyraźnie zaciekawiona
-Naburmuszona, pyskata, wkurwiona i wiele.. Wiele takich..-zakreślił ostatnie zdanie.
-Mogę być pyskata. Nie zabronisz mi..-zauważyła słusznie
-Prawda.. Nie zabronię.. Ale stwierdzam, ze się zmieniłaś..-uśmiechnął się
-To dobrze czy źle?
-Zależy jak na to spojrzeć
-A ty jak na to patrzysz?
-Że dobrze.? Przynajmniej nie siedzę teraz tu sam..
-Oh.. no tak. Ja jestem przyzwyczajona do samotności-szepnęła jakby do siebie
-No patrz.. Stwierdzić co innego można..
-Poważnie.?
-A nie.?
-No nie wiem
-Teraz wiesz..-zaśmiałem się pod nosem
Położyłem rękę na plecach dziewczyny i popchnąłem w stronę wody. Sam z piskiem i głośnym pluskiem powitała się z jeziorem. Po chwili wynurzyła się na powierzchnie. W tym momencie mógłbym przysiądź, że dziewczyna zabija wzrokiem, a gdybym był bliżej.. udusiłaby gołymi rękoma. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i zamrugałem teatralnie rzęsami, na co ta się odwróciła. Cóż, najwidoczniej nie lubi wody-zaśmiałem się w duchu. Po kilki minutach obserwowania pływającej dziewczyny, postanowiłem jej (jakby) pomóc. Po cichu podniosłem się z starych drewnianych desek pomostu, zdjąłem bluzkę i wskoczyłem do jeziora.
Z początku lodowata woda, koiła całe zmęczenia dnia. W końcu dała mi poczuć, że żyję. Ciągłe narzekanie z strony rodzicielki nie dawały mi spokoju i pogarszały mój humor odbijający się na reszcie znajomych. Sprawy związane z Nocnymi Łowcami, wcale nie były tak łatwe jak by się wydawało. Z początku miałem spokój, lecz po czasie.. Na koncie przybywały kolejne numerki, świadczące o moim starzeniu się jak i zbliżającym szkoleniu. Pierwsze lekcje były wręcz banalnie łatwe, lecz gdy pojawiły się łuki, serafickie noże czy miecze, poziom trudności się zwiększył. Każdego dnia budziłem się z nowymi siniakami czy zadrapaniami. A czas potrafił zwalniać, gdy pojawiałem się na sali treningowej...
Ciche pomruki jeziora odbijającego się od pomostu, przypomniały mi o rzeczywistości. Podpłynąłem do powierzchni wody i zaczerpnąłem powietrza. Znów zanurzyłem się pod wodę. Poszukałem wzrokiem Sam. Dziewczyna z zdenerwowaniem machała nogami i obracała w kółko, najwidoczniej poszukując mojej osoby. Z cichym pluskiem ruszyłem w jej stronę. Złapałem nogę dziewczyny i wciągnąłem pod wodę. Sam rozpaczliwie machała rękoma, szukając pomocy, którą okazałem się ja. Złapała się mojego karku i za żadne skarby nie chciała mnie puścić. Uniosła lekko głowę. Mina dziewczyny wyraźnie wskazywała na chęć zabicia mnie
-Zajebie cie.!- chlapnęła we mnie wodą
-Nawet nie chcesz wiedzieć jakaś ty teraz piękna..-zawinąłem mokre włosy dziewczyny do tyłu
przez co na jej policzkach wystąpił lekki rumieniec
-Cecha wrodzona się odezwała.?-uśmiechnąłem się lekko
-Może - zaśmiała się cicho. Prawie niesłyszalnie.
-A ja chce znać dokładną odpowiedz..-przysunąłem się bliżej dziewczyny i spojrzałem w oczy
-Tak..
-Rozumiem, że odzywa się tylko przy mnie..?-spytałem uśmiechnięty i pewny siebie
-Tak- uśmiechnęła się lekko
Nachyliłem się lekko w jej stronę. Moje dłonie powędrowały w stronę ciała Sam. Opuszkami palców delikatnie muskałem skórę jej szyi. Moja twarz powoli zaczęła zbliżać się do twarzy Samanthy. A ona nie protestowała. Stała nieruchomo jakby tylko na to czekała. W pewnym momencie nasze usta zderzyły się ze sobą w lekkim, delikatnym pocałunku. Moje wargi muskały wargi dziewczyny. Jednak w pewnym momencie coś kazało mi przestać. Musiałem przestać.
-Nigdy więcej..-szepnąłem pod nosem i odsunąłem się od dziewczyny
-Jesteś z Beth. Nie powinniśmy..
-Wybacz..-odwróciłem się do dziewczyny plecami i popłynąłem w stronę pomostu 
Wdrapałem się na pomost i patrzałem jak sam płynie w moja stronę. Podałem dziewczynie rękę gdy ta usiłowała wdrapać się na pomost. Założyłem koszulkę i zarzuciłem torbę na ramie.
-Nath, czekaj. musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy..-złapała mnie lekko za rękę
-Ciekawe..-odburknąłem i spojrzałem na ścianę lasu
-Po pierwsze to ty pocałowałeś mnie..-opuściła dłoń-Wiec nie wiem o co ci chodzi..
-Jedna z pomyłek mojego życia.. Coś jeszcze..?-nadal uparcie patrzałem na las
-Jestem błędem. rodzice też tak mówią- szepnęła do siebie-Lepiej będzie jeśli już się nie zobaczymy.
-Widzisz.. Tutaj jest haczyk.. Ja muszę się z tobą spotykać i muszę dbać o twoje bezpieczeństwo.. Apropo tego.. Treningi na ciebie czekają, to tak dla twego przypomnienia..-skierowałem swoje kroki do domu


piątek, 9 maja 2014

Rozdział 6


Słońce przyjemnie ogrzewało moją twarz. Było mi tak miło. Mogłabym leżeć tak wiecznie. Ale ktoś mi przeszkodził.Poczułam ciężar na swoich udach. Dość spory ciężar. Przetworzyłam oczy i wymierzyłam siarczysty policzek osobie siedzącej na mnie. Jak się okazało, był to Nathaniel. Boże czemu? On zawsze jest tam gdzie ja!
- Nie wiem czy mam Cię z siebie zrzucić czy Ci przypierdolić drugi raz - powiedziałam
Na moje słowa, chłopak momentalnie przygwoździł moje nadgarstki do ławki. Byłam stoicko spokojna. Aż sama sobie się dziwiłam.
- Już przypierdolić..  a może kiedyś byś dotknęła romantycznie mojego policzka i ładnie uśmiechnęła - powiedział z rozmarzeniem -A ta już przypierdolić. Pff..!- fuknął pod nosem
- Przynajmniej masz ładne paluszki na policzku- powiedziałam dumna z siebie
- Piękne prawda? - powiedział z ironią - Też chcesz? - uśmiechnął się szeroko- Poproszę i Ci zrobią taki tatuaż.-zaprezentował moje dzieło na swojej twarzy- Bo ja dziewczyn nie biję.
- A ja chłopaków tak. Dostałbyś drugi raz tyle, że mam zablokowane ręce.
- Ty mnie bijesz z miłości.. Ja to wiem..- zatrzepotał rzęsami przesadnie
- Masz złe informacje kotku - puściłam mu oczko

- To nie ja koteczku robię się czerwony gdy widzisz mą osobę..
- To odruch wrodzony. Masz zamiar ze mnie zejść kiedyś?
- Zejdę ale masz mnie już nie uderzyć.. Bo się odwdzięczę..-dodał po chwili
- Podobno nie bijesz dziewczyn - zauważyłam
- A kto powiedział że będę Cię bić? - spytał zaskoczony - A co ja ? Damski bokser?
- No nie ale.. W sumie nie znam Cię dobrze.
- No serio? Dziewczyny kwiatkiem bym nie tknął! Przyjaciel potwierdzi..Chociaż za te pobudki ranne..- zamyślił się- Nie. Jednak spytaj kogoś innego.
- Nie obchodzi mnie to - jęknęłam - W ogóle co tu robisz? Nie wspominając już o moich nogach.
- Moja druga natura mnie tu zaciągnęła. Myślałem o lesie ale tutaj bliżej.. A twoje nogi? Pokusiły mnie i tak skończyłem - uśmiechnął się jeszcze szerzej
- Wiem, że mam ładne nogi - zaśmiałam się
- No i dlatego tu siedzę..
- Czy ty właśnie przyznałeś że mam ładne nogi ? - uniosłam tryumfalnie brew
- A przyznałem.. Takie ponętne - zaczął się cicho śmiać pod nosem
- Wiem to. Nie ty jeden nie potrafisz się oprzeć.
- Nie tylko ja, powiadasz?
- Mhm - pokiwałam głową
- A któż taki? - zaczął poruszać brwiami
- Jak zacznę wyliczać to zastanie nas zachód Słońca - zaśmiałam się
- Ehh..- zszedł z moich nóg - Tyłek mnie już od nich boli
- Wreszcie - odetchnęłam z ulgą i zgięłam nogi w kolanach robiąc mu miejsce
- Ja nie siadam. Wolę postać - zaczął rozglądać się po drzewach
- Jeszcze lepiej dla mnie - wzruszyłam ramionami i rozprostowałam nogi
-Mam chęć jechać do lasu..-mruknął pod nosem- Lubię gdy cisza wokół a nie piszczące małolaty..-spojrzał znacząco na grupę nastolatków siedzących niedaleko na ławkach
- Nie trzymam Cię tu..
- A może pani ruszy tyłek i pójdzie ze mną?
- No chyba nie - zmarszczyłam brwi
-Czemu nie? Byłaś kiedyś w lesie? -spytał z ciekawością
- Raz. Mam łazić po krzakach? Serio.?
- W lesie nie ma krzaków tylko drzewa. To nie busz- powiedział poirytowany
- Jedna chwała - westchnęłam rozkoszując się Słońcem
-Tam też jest Słońce ! Chodź..! - złapał mnie za rękę i lekko pociągnął
- Ugh Dobra - niechętnie podniosłam się z ławki
- No to idziemy - zarzucił torbę na ramię i ruszył w stronę lasu.
Niechętnie ruszyłam za nim.
*Perspektywa Nathaniela*
- Wow! - powiedziała dziewczyna gdy zobaczyliśmy mieniące się w Słońcu jezioro
- Umarłem? Las, jezioro? Czego człowiek więcej może chcieć! - pobiegłem ile sił w nogach by znaleźć się jak najszybciej przy jeziorku na co dziewczyna tylko wywróciła oczami  i podążyła za mną. Usiadłem na pomoście i zanurzyłem nogi w wodzie.
- Ładnie- westchnęła siadając po turecku obok mnie
- Dlaczego nie machasz nogami w wodzie? W sensie .. Nie lubisz wody? - spytałem z ciekawością
- Kochanie, lubię wodę. Ale nie teraz
- Kochanie? Co raz lepiej, co raz lepiej - zaśmiałem się cicho
- Nie wyobrażaj sobie za dużo - zaśmiała się
- A dlaczego nie? Z nudów można robić wszystko - zaśmiałem się pod nosem
- Czy nie masz przypadkiem dziewczyny?
- Oj weź siedź cicho - położył się


Kochani. na prawdę przepraszamy za nieobecność ale miałyśmy testy gimnazjalne.
Dodatkowo jedna z nas miała szlaban. ale obiecujemy ze teraz postaramy się dodawać rozdziały regularnie. 
Do następnego ;)

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 5

*Perspektywa Samanthy*
Obudził mnie dźwięk budzika w telefonie. Gdyby to był zwykły budzik, już dawno leżałby na ziemi. Ale szkoda mi było telefonu więc darowałam sobie zrzucenie go z szafki nocnej. Westchnęłam i wzięłam go do ręki. Wyłączyłam budzik i spojrzałam w wiadomości. Nikt nie napisał. Pięknie. Spokój. Nikt nie dzwonił. Też dobrze. Nie musiałam oddzwaniać.Uśmiechnęłam się lekko i odłożyłam urządzenie. Ale jednak gdzieś tam głęboko w sobie chciałam, by rodzice zadzwonili. Byli poza granicami miasta już od miesiąca.
Westchnęłam głośno, pomrugałam kilka razy i strzeliłam palcami by je rozprostować. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po pokoju. Wszystko w idealnym porządku. Strój wisiał na krześle. Popatrzyłam na niego po czym wstałam z łóżka i podeszłam do krzesła. Chwyciłam uniform i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic po czym ubrałam się. Wysuszyłam włosy, w miarę je uklepałam i byłam gotowa. Wpakowałam ze trzy książki i jeden zeszyt do torby i zbiegłam na dół. Jednak po chwili wróciłam się do pokoju po telefon. Wieczorem musiała przyjść ciocia bo lodówka była pełna, dom posprzątany. Tak. Ja, Samantha nie umiem poradzić sobie sama w domu a mam poradzić sobie z byciem jakimś łowcą? To niewykonalne. Leniwie wyjęłam płatki, miskę i mleko. Zjadłam jakże pożywne śniadanie, nałożyłam buty i wyszłam z domu. Było okropnie ciepło. Na samą myśl, że będę musiała siedzieć w szkole robiło mi się niedobrze.Ale przecież wcale nie musiałam tam siedzieć cały dzień..rodzice i tak nie dowiedzieli by się o wagarach. No bo jak? Uśmiechnęłam się tryumfalnie i dziarsko poszłam do szkoły.Do lekcji zostało tylko 5 minut więc budynek był pełen ludzi. To było okropne. Najchętniej siedziałabym sama, zamknięta w moim pokoju a każą mi siedzieć w budynku gdzie jest ponad 200 osób.Byłam na trzech lekcjach. Potem wyszłam z budynku a gdy chciałam spokojnie opuścić teren szkoły, zatrzymał mnie głos Kate.
- Sam, niedługo rozdanie MVP. Kilka z nas musi tam być.
- I co w związku z tym? - zmarszczyłam brwi
- To, że myślałam że spotkamy sie dziś po szkole i ustalimy kto to będzie.
- Kate, wybacz ale nie dzisiaj.Źle się czuję - wymyśliłam bajkę
- Ale..
- Nie ma ale. Jutro. Jutro to ustalimy. Narazie - powiedziałam i poszłam
Słonko dawało na całego, było pięknie. Tak bardzo chciałam się położyć i po prostu leżeć, czując na sobie ciepło które dawały promienie Słońca. Przechodziłam przez park kiedy naszedł mnie genialny pomysł. Położyłam się na ławce, wyciągnęłam nogi i skrzyżowałam je w kostkach. Ręce podłożyłam pod głowę i zamknęłam oczy. Gorąca kula przyjemnie grzała moje ciało.
*Perspektywa Nathaniela*
Kolejny dzień szkoły. Kolejne zwlekania się z łóżka. Szukanie niepotrzebnej rzeczy w pokoju aby rzucić w okno kolegi. Śniadanie. Autobus i szkoła. Pierwsze kroki na szkolnym korytarzu i.. I dziwne poczucie czegoś nie tak. Z początku każdemu wydawało by się wszystko okej, włącznie ze mną. Lecz dziwne poruszenie wśród przyjaciół dało mi do myślenia i pretekst do snucia planów ucieczki. Niepewnym krokiem podszedłem do swojej szafki i z szczególną ostrożnością włożyłem do niej Tajemnice Magi.
-Nathaniel..!!-usłyszałem mi znajomy krzyk koło ucha- Jejciu jak ja cię dawno nie widziałam..
Beth-imię budzące zgrozę na chwilę doczesną. Kiedyś ją kochałem. Ba.! Była moim światem..! Ale teraz.? Sam ton głosu, czy jej widok przyprowadza mnie o mdłości. Dziwne.? Sam jestem dziwny, więc czemu nie..
-Coś się stało..?-podeszła o wiele za blisko i uwiesiła na mojej szyi-Wyglądasz jakoś.. Smutno.. Wiem co zrobić aby to zmienić..-wspięła się na palce aby mnie pocałować
Właśnie w takich momentach następują chwile zgrozy. Odsuwam się lekko aby uniknąć biegu zdarzeń związanych z Beth. I nagle genialny pomysł..!
-Beth przepraszam Jason mnie pilnie woła..-wymamrotałem zręcznie unikając ust dziewczyny
Na moje szczęście Beth nie pocałowała mnie tylko moją szafkę. Jednak są plusy Nocnego Łowcy, szybkość i zręczność dają mi plusy przechytrzenia dziewczyny. Teraz pozostaje znalezienie Jasona i wytłumaczenie rzekomego pilnego wezwania.
Na szczęście me poszukiwania zakończyły się na pobliskim rogu, gdzie stał oparty o ścianę i poszukiwał wzrokiem za kimś po tłumie uczniów. Lekkim szturchnięciem w ramię zwróciłem jego uwagę na siebie. Streściłem zdarzenie związane z Beth i jej romantycznym pocałunkiem z szafką.
-Masz przesrane..-oderwał plecy od ściany i ruszył w kierunku sali gdzie miała rozpocząć się nasza pierwsza lekcja-Matematyko przybywam..!-huknął na cały korytarz i przyśpieszył kroku
Po trzech lekcjach nie wytrzymałem. Musiałem wyrwać się na dwór. Do ukochanego miejsca. Miejsca które jako jedyne potrafiło ukoić moje nerwy. Czyli las lub park. Jedynym wyjściem jest ucieczka, albo..
-Proszę panią mogę się zwolnić.? Strasznie źle się czuje..-podszedłem niepewnie do pani od religi, jedyna osoba współczująca uczniowi
-Co ci jest..? Pewnie te treningi cię wykończyły..-odpowiedziała z zmartwieniem
-Też tak uważam.. Mogę iść do domu.?
-Idź, usprawiedliwię cię..-uśmiechnęła się ciepło- Tylko prosto do domu...
Przytaknąłem i odszedłem. Gdy nauczycielka zniknęła z horyzontu automatycznie przyśpieszyłem. Można powiedzieć, że biegłem. Park..!-słowo poprawiające humor.
Po kilku minutach zdyszany i pełny satysfakcji znalazłem się w upragnionym miejscu, lecz dostrzegłem znaną mi osobę. A kogo.?
Samanthe z zamkniętymi oczami leżącą na ławce.
***
Cześć! 
 Wpadamy z nowym rozdziałem i prosimy o komentarze.
Fajnie byłoby wiedzieć że ktoś czyta nasze opowiadanie :)
Do zobaczenia niedługo! :3

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 4

*Perspektywa Nathaniela*
Jak co wieczór rzuciłem się na łóżko, wtulając twarz w pachnącą poduszkę. Starałem się odrzucić wszelkie wspomnienia związane z moją matką jak i magią, która krąży wokół mnie. Rzecz wydaje się łatwa do sprostania, lecz pozory mylą. Może i jestem tą czarownicą, a magia pomaga mi w wielu sprawach, ale.. Wystarczy o niej zapomnieć, nie myśleć.. Początkujący z tym darem może uwolnić ją właśnie w ten sposób, zapominając.
Powolnymi ruchami zsunąłem się z łóżka, podchodząc do półek z ciuchami. Z nieufnością rozejrzałem się dookoła, czy aby na pewno jestem sam. Po upewnieniu się otworzyłem szafkę wyciągając spomiędzy ciuchów grubą książkę pt. Tajemnice magi. Może tytuł, który nie porywa do czytania.. Lecz coś w środku kazało mi ją wziąć do domu i uważnie przeczytać. Niestety. Gdy matka wkroczyła do mojego pokoju, spostrzegając ją w moich dłoniach od razu oddała do biblioteki. Książka, jak książka. Nic nie szkodliwa i jak dla mnie interesująca.. Więc znów ją wypożyczyłem..
Po cichu ruszyłem na balkon. Zapaliłem świeczkę i usiadłem przy małym stoliku otwierając Tajemnice Magi. Okładka została ozdobiona pnączami, które swoją zielenią odbijały się od brązowego tła i złotego napisu. Książka nawet i swoim wyglądem potrafiła przykuć uwagę, zachęcając równocześnie do czytania. Bez dłuższych zastanowień otwarłem na pierwszej stronie. Gdzie znajdował się tytuł, jak i pochodzenie książki. Następna została zapisana cytatem Terry'ego Pratchett'a, Magia jednak ma w zwyczaju czekać w ukryciu niby grabie leżące w trawie. Przerzuciłem na następną stronę czytając pod nosem słowa zapisane na niej.
Każdy z nas. Ten doświadczony jak i ten początkujący ma swoje cele w życiu. Jedni usiłują wymordować gatunek zwany demonami, a drudzy chcą zostawić w spokoju nieznaną nam do końca rasę. Lecz obydwie robią źle. Swego życia każdy powinien pilnować, lecz jednocześnie zerkając na innych aby nie wyróżniać się z otoczenia. 
Słowa autora z początku wydawały mi się bez sensu i tak zostawało bez zmian. Reszta strony została nie zapisana, więc znów przeskoczyłem na następną. Na samym środku widniał samotnie wiersz
Życie jedno jest, więc pod kopułą chroń je.
Każdego dnia trzymaj w ryzach żywot swój,
By demon się nim uszczęśliwić nie mógł.
Z zamyśleniem przeczytałem kolejny raz wiersz. Reszta strony znów była pusta, więc przerzuciłem kartkę na następną stronę. Pusta. Kolejna. Pusta.. Doszedłem do końca książki. Nie znajdowało się w niej nic więcej. Tylko kawałek dziwnego wierszu i mały opis, który nic mi nie mówił, ani nie podpowiadał.
Lekturę przerwało mi pukanie do drzwi. Wpadłem jak burza do pokoju, krzyknąłem Proszę, schowałem książkę w to samo miejsce i zbiegłem na dół. Stanąłem akurat za plecami rozglądającego się gościa..

*Perspektywa Samanthy*
Stanęłam przed ogromnym domem. Cóż.. wielkością był taki sam jak mój .Może tylko był bardziej zadbany z zewnątrz.  Zapukałam do drzwi po czym usłyszałam ciche proszę. Weszłam i skołowana trochę myślałam gdzie może być Nathaniel a on jakby czytał mi w myślach powiedział stając za mną :
-Witaj w pojebanym świecie Shelley'ów..-odparł jakby wyłaniając się tuż za moimi plecami
-Ciebie też miło widzieć - odparłam zgryźliwie
-Ehym-westchnął cicho-Mamo..! Ile można..!-wykrzyknął po chwili ciszy, zerkając w stronę schodów
-Nathaniel wiesz że jestem kobietą a my potrzebujemy czasu aby się przygotować szczególnie kiedy syn przyprowadza do domu koleżankę !
-Mamoo..! Przesada..-odparł z rumieńcem na twarz- Koleżanka to nie znaczy, że to już twoja synowa..
-Um.. wiesz , oczekiwałam że  dowiem się czegoś o Nocnych Łowcach czy jak to tam się zwie? - spytałam trochę rozdrażniona
-To ją pogoń..!-odparł nieco zdenerwowany
-Ja? To Twoja mama - założyłam ręce
Spojrzał na mnie wzrokiem mordercy który raczej do niego nie pasował. A wręcz miałam ochotę roześmiać mu się w twarz.
 -Mamo..! Bo Samantha się nie może doczekać aby dowiedzieć się o gównie w które jest wpakowana od narodzin..!!-wykrzyczał Nathaniel co chwilę zerkając w stronę na schodów
-Jak ty się dziecko wyrażasz- spojrzała na niego również morderczym wzrokiem schodząc ze schodów-To ona ? -spytała uśmiechając się w moją stronę
-Gdybyś spędzała ze mną więcej czasu..-dodał po chwili- To byś wiedziała o mnie więcej..-skierował kroki w stronę jak mniemam kuchni -Tak to ona..!-dodał gdy wyłonił się zza ściany. Stał i wpatrywał się we mnie
-Cóż.. Nathaniel jest.. - zaczęła uśmiechając się do mnie nerwowo. Przerwałam jej ruchem ręki.
-Porywczy? Wulgarny? Tak. Zorientowałam się- uśmiechnęłam się. Niestety on usłyszał moje słowa
-Panna idealna się odezwała..-na dźwięk moich słów, oparł się jednym ramieniem o futrynę łuku prowadzącego do kuchni
Uniosłam brew do góry.
 -Miałam nadzieję dowiedzieć się co mnie spotkało.. I dlaczego u Nathaniela pojawiło się to dużo wcześniej a u mnie dopiero teraz.
-Mamo ja nie mam zamiaru o tym rozmawiać..-odpowiedział bez wahań-Mam chęć iść do swojego pokoju i zamknąć się tam jak dziecko..-powiedział pod nosem nadal stojąc w tym samym miejscu
-Nathaniel. Um.. bo ty nie wiesz wszystkiego - powiedziała Jenifer z lekkim smutkiem w głosie
-Jak to.! Nie dość, że jestem razem z siostrą wplątany w to.. To coś..! To nie wiem może jeszcze połowy rzeczy..?!-wykrzyczał stając jednocześnie prosto i zaciskając dłoń w pięść
-Nathaniel .. Spokojnie.. - powiedziałam do niego pół szeptem
-Przez to mam dość swojego życia..! Przez was..!-wykrzyczał pokazując dłonią na zdjęcie rodziców stojące na półce w korytarzu
-Nathaniel! Pozwól jej wytłumaczyć ! - warknęłam na niego
-Od dziecka jej pozwalam..-wyszeptał z łzami w oczach
-Nathaniel i Samantha. To co wam powiem jest ważne. Musicie mnie wysłuchać. Nathaniel proszę..- spojrzała na niego błagalnie
-Kolejny raz muszę ci ulec..-wycedził przez zęby
Puściła tę uwagę mimo uszu. - Siadaj ! - rozkazała groźnie
Chłopak jak mówił tak zrobił. Po prostu jej uległ i jak zbity psiak zrobił co kazała rodzicielka.
-Nie mam tatuażu na karku. Ale byłam łowcą. Um.. Nasze moce znikają kiedy łączymy się ze śmiertelnikami
- powiedziała lekko się jąkając
-Chwila, chwila.. Czyli ojciec nie był łowcą..?-spytał zdezorientowany
-Nie. On jest tylko zwykłym człowiekiem dla którego zrezygnowałam z bycia Łowcą. A ty i Harriet macie geny po mnie. To dlatego jesteście Łowcami
Nathaniel nie odezwał się ani słowem. Zaczął tępo patrzeć się w matkę nadal niedowierzając w przed chwilą padnięte słowa.
- Więc .. aby pozostać Łowcą trzeba związać się z drugim Łowcą? - spytałam zdezorientowana
-Najwidoczniej..-szepnął Nathaniel
-Tak. Dokładnie. Wtedy zachowacie moce do końca życia..- powiedziała i popatrzyła na nas po czym my z Natanielem na siebie
-Ja.. Ja nie mam zamiaru.. Nie.. Nigdy.. Nie..-chłopak zaczął się jąkać i odsuwać razem z krzesłem od dziewczyny
-Czekaj co? - ożywiłam się - Nie ! Chyba nie myśli pani o tym co ja
-Przecież w ogóle nie muszę się z tobą wiązać..-spojrzał na mnie-Ja nie mam nic przeciwko aby stracić swoją moc.. Nie potrzebna mi..-powiedział z obojętnością
-A myślisz że ja mam ochotę wiązać się z Tobą? W życiu...- założyłam ręce
-STOP ! - krzyknęła jego matka na co oboje się wzdrygnęliśmy- Um.. jest takie coś jak Sąd Łowców. Wiążąc się z twoim ojcem.. Skazałam nas na ucieczkę. Nathaniel, nie możesz popełnić tego błędu. I Tobie Samantha też nie życzę. Naprawdę - powiedziała smutno
-Że, że.. Że co..?-spytał zdziwiony chłopak- Nie.. Ja mam dość..-chłopak wstał z miejsca z zamiarem pójścia do swojego pokoju
-Siadaj ! - jego mama machnęła ręką sprawiając, że drzwi do kuchni zamknęły się z ogromnym hukiem
Nathaniel z zaciętą miną nadal szedł w stronę drzwi. Złapał za klamkę lecz tym nie dano się otworzyć. Nadzwyczajnie zostały zamknięte na klucz, tylko w pewnym sensie nie przez człowieka.-Pamiętaj.. Także jestem Nocnym Łowcą..-pstryknięciem otworzył znów drzwi..
Jednak kobieta ponownym ruchem ręki i wymamrotaniem słów pod nosem znów je zatrzasnęła- Jestem silniejsza niż ty Nathaniel - warknęła w jego stronę
- Nie rozumiem tu zupełnie nic. Mogę czarować ? - spytałam z głupią miną jakbym nie widziała pokazu matki i syna
-Ale ja sprytniejszy..-odparł z lekkim uśmiechem podbiegając do okna
Jednak odbił się od jakiejś dziwnej powłoki, jakby utknął w wymadlanej bańce - Nie wydostaniesz się. Nie póki nie zdejmę zaklęcia. - powiedziała jego matka. Byłam już na skraju wytrzymałości
-Czy ktoś mi kurwa powie o co tu chodzi?! - wydarłam się patrząc na Nathaniela
-A może zaraz dasz mi z liścia jak małej bezbronnej osóbce..?-spytał z zaciętą miną chłopak
-Samantha spokojnie- powiedziała do mnie, co wcale mnie nie uspokoiło - To nie byłam ja ! To .. Eric.. on.. Zdenerwował się. -spuściła wzrok
-To tak jakby ja teraz to zrobił.. Bo się zdenerwowałem..-powiedział z udawaną niewinnością
-Próbowałam go powstrzymać..- warknęła
-Świetnie. Zapomnieli o moim istnieniu. Świetnie!- warknęłam do siebie, co wywołało spojrzenie mamy Nathaniela na mnie
-Spokojnie.. Jak widzisz mam bardziej uparty charakter do okiełznania..-odpowiedziała z miną twardziela, która wyglądała co najmniej dziwnie u kobiety
-To ja sobie poczekam po prostu nie wiem..W swoim domu..?-powiedziałam zgryźliwie próbując wyjść
-Siedź..! Nie chce być jedyny w tym bagnie..-odparł Nathaniel, który aktualnie zagrzał miejsce na podłodze
-Nie jestem tu potrzebna. Może w internecie coś pisze o tym przekleństwie..-warknęłam w jego stronę i usilnie próbowałam otworzyć drzwi
-Siadać obydwoje, już wszystko wyjaśniam..-magiczna bariera na około chłopaka znikła, a ja zostałam wręcz zmuszona do zajęcia miejsca na krześle. Popatrzeliśmy po sobie z Nathanielem po czym w tym samym czasie założyliśmy ręce i czekaliśmy na wyjaśnienia.
Kobieta przeszła dookoła stołu jednocześnie ściągając z niego obrus. Po uważniejszym przyjrzeniu się spod drewna wyłoniła się mapa, a raczej trasa prowadząca po całym Percie. Jak na moje zdziwienie jedna z strzałek została podpisana moim imieniem, a druga Nathaniela. W pewnym momencie strzałki się stykały a potem rozłączały i tak w kółko, aż na końcu zaplatały ze sobą. Największą zagadką jaką tworzyła ta mapa, były właśnie te oto strzałki. Moja została oznaczona kolorem białym i była dokładnie widoczna, lecz linia chłopaka.. Przerywała się co chwile przez co w niektórych momentach nie można było jej dostrzec..
-Mapa życia..-wyszeptała rodzicielka Nathaniela
-Co ona oznacza..?-spytałam z ciekawością
-Ona nie oznacza, tylko wyznacza.. Wyznacza dróżki naszego życia i to kogo w nim spotkamy i z kim się zwiążemy...-odparła błądząc wzrokiem po naszej dwójce
-Hem hem- odchrząknął-One się.. Stykają.. Czyli..?-spytał ze zdziwieniem snując w myślach podejrzenia
-To nieuniknione.. Prędzej czy później wy..-spojrzała na nas
-Nie..! To nie może być prawda..!-skierowałam wzrok znów na smukła kobietę stojąca po przeciwnej stronie stołu
-Serio..? Ty uważasz, że do siebie pasujemy..? Ona jest przeciwieństwem mnie..-chłopak podniósł głos
-Właśnie. Przeciwieństwa. Będziecie tworzyć świetną parę, a razem.. Wasze moce będą większe..-powiedziała ze spokojem
-Nie. My się nienawidzimy.-pokręciła głową, mamrocąc do siebie
-No chyba nie.!-powiedział z powątpieniem- Mam inne na oku..-odparł po chwili
-Miłość przezwycięży wszystko..
-Miłość.? Miłość nie istnieje. To po pierwsze. A po drugie to Nathaniel i ja.. Nie. To niemożliwe.
-Widzisz to..?-wskazała dłonią na stół po czym nastolatka pokiwała lekko głową- Widzisz mnie i moje czary..?- tym razem także się zgodziła- Ja czaruje, mój syna także. Na dworze w tej chwili przebiega wilkołak. A ty nie wierzysz w miłość..?-spytała z niedowierzaniem
-Tak. Dokładnie.- odpowiedziała unosząc brew- Każdy łowca czaruje..?
-Nie-odparła z westchnieniem- Tylko wybrani..
-Jak to sprawdzić.?-spytałam- Wow.. Nathaniel siedzi cicho..- bąknęłam pod nosem
-To samo się nam ukazuje- powiedział ze spokojem- Na przykład bolesnym tatuażem..-wysyczał niedawno cicho siedzący chłopak- Lub przeze mnie..-powiedział jak najciszej
-Nie wiem czy chcę wiedzieć więcej..-przełknęła śliną-Można to jakoś odrzucić..? Bez konsekwencji..? Nie chcę.. Nie z Nathanielem..-popatrzyła błagalnie
-Ej..! Chętny na to nie jetem..-fuknął cicho, lecz słyszalnie pod nosem
-Zawsze są konsekwencję. Jesteście młodzi. Nie możecie tego odrzucić. Zróbcie to w imię wszystkich Łowców. Proszę..-spojrzała na nas- Nie popełnijcie mojego błędu..
-Przecież nie musimy teraz się hajtać..-podsunął rozsądny pomysł Nathaniel
-Nathaniel..! - skarciła go a ja spojrzałam wzrokiem który mógłby zabić
-Nie hajtnę się z tobą nigdy w życiu. Wolałabym śmierć - wywróciłam oczami i oczekiwałam na reakcję Nathaniela
-Jak miło..!!-odparł z ulgą- Już myślałem, że będę cię musiał odganiać od ciebie..-pokazał rządek swoich białych zębów
-Pierdol się - odwdzięczyła mu się szerokim uśmiechem
-Ile możecie żyć w niezgodzie..!-odezwła się nagle rodzicielka Nathaniela
-Tak długo póki on żyje - uśmiechnęła się do niej
-Jestem w połowie magiem.. Mogę być nieśmiertelny.. Jak ona..-dodał z obrzydzeniem pokazując ruchem głowy swoją matkę
-Co ? - jej mina zrzedła - jesteśmy nieśmiertelni
-Ja, jestem nieśmiertelny..-powiedział z triumfem
-Tylko magowie..-dodała po chwili starsza kobieta
-Świetnie ! Więc gdy wrócę do domu podetnę sobie żyły i będę miała spokój - znów się uśmiechnęła szeroko -Czy bycie ee.. Łowcą zmieni coś w moim życiu?
-Nie martw się.. Moja jedyna także będzie nieśmiertelna..-odszepnął jej do ucha- I tak zmieni dużo.. Ale na to opowiada ona..-wskazał znów na matkę.
Wywróciła oczami na jego słowa wyszeptane do ucha.
-Cóż Sam. Bycie Łowcą polega na niszczeniu demonów i istot które zagrażają ludzkości. Wampiry , wilkołaki..- powiedziała w jej stronę matka chłopaka
-Taa, mogę wyjść..?-spytał z nadzieją
-Nie ! - syknęła w jego stronę rodzicielka
-Nie ciepię swojego życia- szepnął do siebie
-Uwierz mi, że od tej pory ja też - powiedziała Sam- Ostatnie pytanie. Skoro Nathaniel jest czarownicą- tu się uśmiechnęła- To ee ja też mam jakieś specjalne moce czy coś..?
-Ja ci kurwa dam czarownicą to ci w pięty pójdzie..!-chłopak znów zaczął do siebie mamrotać
-Ups. Boję się - uśmiechnęła się pod nosem
-Bać powinnaś się tych istot które pragną cię zabić..-odpowiedziała ze spokojem- A mój syn jest jeszcze słaby, lecz zaczyna powoli nie panować nad swoją mocą..-uśmiechnęła się do syna aby dodać mu otuchy
-Wiesz co..? Ona nie musiała tego wiedzieć..-chłopak fuknął pod nosem-Ino porusz ten temat..-zagroził blondynce..
-To są jeszcze inne istoty które chcą mnie zabić? Prócz Nathaniela? - spytała
-Od razu zabić.. Tylko lekko poturbować..- zaśmiał się cicho- I tak są.. Te istoty które będziesz zabijać.. Tak jak ja.. Niestety..
-Ten u góry pokarał mnie na całe życie - jęknęłam -A dokładniej jakie istoty? Sorry jestem wplątana w jakieś coś więc mam prawo wiedzieć..
-Demony.. Choć wilkołaki i wampiry także.. Ale tylko w swojej obronie..
-Ja pierdole, świetnie. Po prostu świetnie. Zajebie swoich rodziców. Któryś musiał być Łowcą. Zajebie.. - uśmiechnęła się pod nosem - Powinnam wiedzieć coś jeszcze? Czy to już koniec niespodzianek?
-Nie musieli być Łowcami..-powiedział smutny Nathaniel
-To jak inaczej wytłumaczysz to że ja jestem tym czymś?
-Wierzysz w Boga.?-spytała Jenifer
-Wierzę tylko w to co widzę - odpowiedziała
-To popełniasz błąd.. Dzięki niemu istniejemy-opodziadziała z łagodnością
-Nie rozumiem.. - zmarszczyła brwi
-To nas stworzył.. Jesteśmy po to aby chronić śmiertelników..-opowiedziała z spokojem Jenifer
-To staje się coraz dziwniejsze .. - odpowiedziała
-A myślałaś że zostaliśmy stworzeni do jaj..?-odpowiedział Nathaniel
-Pierdol się Shelley. Nie rozmawiam z Tobą..- fuknęła w jego stronę - Tsa. Widzi pani. Ja i Nathaniel.. to mieszanka wybuchowa. Prędzej któreś z nas zabije drugiego niż będziemy razem
-Ostatnio też tak powiedziałaś..-przypominał Shelley
-Nie prowokuj mnie do tego bym Cię uderzyła
-No dawaj..! Oczekuje na to od.. Od kiedy cię zobaczyłem..-pokazał rząd białych zębów
-Jak pan sobie życzy - spoliczkowała go tak mocno jak tylko mogła
-Nie, to nie bolało..- powiedział nadal z szerokim uśmiechem, szepcąc pod nosem słowa które spowodowały, że czerwony ślad zszedł bez problemu- Jeszcze raz chcesz spróbować.?-spytał
-Ugh ! Wypuśćcie mnie stąd - jęknęła
-Ale ja zacząłem cię lubić..-powiedział z ironią w głosie
-Wow. Wcale nie wyczułam tu ironii.. - popatrzyła na niego
-Mam tu was zamknąć na całą noc? - wreszcie odezwała się matka Shelleya
-Po proszę..-chłopak odpowiedział najpierw poważnie aby po chwili wybuchnąć niepohamowanym śmiechem

-Proszę? Chciałabym wrócić do domu bo jest 21, a im szybciej wrócę do domu to tym szybciej odbiorę sobie życie i tym szybciej zejdę z tego świata ku uciesze Nathaniela - spojrzała błagalnie na matkę
-Ale ja cię tak kocham..-Nathaniel znów się odezwał, tyko tym razem z buzią wypełnioną jabłkiem
-Ile można..! Samantho możesz iść do domu, ale najpierw podejść tu do mnie..-powiedziała spokojnie Jenifer
Dziewczyna zrobiła tak jak rozkazała jej rodzicielka Nathaniela.
-Chce cię poturbować.. Tak jak ja..-wyszeptał jej do ucha gdy zmierzała w kierunku Jenifer
-Co znowu? -jęknęła podchodząc do niej
-To na wszelki wypadek..-powiedziała podnosząc rękę i kładąc na moim czole- Życie w naszych rękach jest więc trzymaj je jak tylko chcesz..-wyszeptała do siebie- Przez ten czar już na pewno nie stanie co się krzywda przez najbliższy miesiąc. Czar będzie powoli nikł aż przestanie działać. Wtedy przyjdziesz do mnie ponownie..-rodzicielka jak na razie cicho stojącego chłopaka uśmiechnęła się do Sam
-Świetnie. Teraz się nie uwolnię. Nie dość że od jednej czarownicy to i od drugiej - burknęła pod nosem
-Ranisz kotku..!-odkrzyknął z drugiego końca kuchni Nathaniel
-Powiedziałabym pierdol się no ale.. See you KOTKU - podkreśliła ostatnie słowo - do widzenia pani Shelley - I wyszła z kuchni kierując się w stronę wyjścia
-Nara kotku..!-krzyknął Nathaniel z udawanym smutkiem.