sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 4

*Perspektywa Nathaniela*
Jak co wieczór rzuciłem się na łóżko, wtulając twarz w pachnącą poduszkę. Starałem się odrzucić wszelkie wspomnienia związane z moją matką jak i magią, która krąży wokół mnie. Rzecz wydaje się łatwa do sprostania, lecz pozory mylą. Może i jestem tą czarownicą, a magia pomaga mi w wielu sprawach, ale.. Wystarczy o niej zapomnieć, nie myśleć.. Początkujący z tym darem może uwolnić ją właśnie w ten sposób, zapominając.
Powolnymi ruchami zsunąłem się z łóżka, podchodząc do półek z ciuchami. Z nieufnością rozejrzałem się dookoła, czy aby na pewno jestem sam. Po upewnieniu się otworzyłem szafkę wyciągając spomiędzy ciuchów grubą książkę pt. Tajemnice magi. Może tytuł, który nie porywa do czytania.. Lecz coś w środku kazało mi ją wziąć do domu i uważnie przeczytać. Niestety. Gdy matka wkroczyła do mojego pokoju, spostrzegając ją w moich dłoniach od razu oddała do biblioteki. Książka, jak książka. Nic nie szkodliwa i jak dla mnie interesująca.. Więc znów ją wypożyczyłem..
Po cichu ruszyłem na balkon. Zapaliłem świeczkę i usiadłem przy małym stoliku otwierając Tajemnice Magi. Okładka została ozdobiona pnączami, które swoją zielenią odbijały się od brązowego tła i złotego napisu. Książka nawet i swoim wyglądem potrafiła przykuć uwagę, zachęcając równocześnie do czytania. Bez dłuższych zastanowień otwarłem na pierwszej stronie. Gdzie znajdował się tytuł, jak i pochodzenie książki. Następna została zapisana cytatem Terry'ego Pratchett'a, Magia jednak ma w zwyczaju czekać w ukryciu niby grabie leżące w trawie. Przerzuciłem na następną stronę czytając pod nosem słowa zapisane na niej.
Każdy z nas. Ten doświadczony jak i ten początkujący ma swoje cele w życiu. Jedni usiłują wymordować gatunek zwany demonami, a drudzy chcą zostawić w spokoju nieznaną nam do końca rasę. Lecz obydwie robią źle. Swego życia każdy powinien pilnować, lecz jednocześnie zerkając na innych aby nie wyróżniać się z otoczenia. 
Słowa autora z początku wydawały mi się bez sensu i tak zostawało bez zmian. Reszta strony została nie zapisana, więc znów przeskoczyłem na następną. Na samym środku widniał samotnie wiersz
Życie jedno jest, więc pod kopułą chroń je.
Każdego dnia trzymaj w ryzach żywot swój,
By demon się nim uszczęśliwić nie mógł.
Z zamyśleniem przeczytałem kolejny raz wiersz. Reszta strony znów była pusta, więc przerzuciłem kartkę na następną stronę. Pusta. Kolejna. Pusta.. Doszedłem do końca książki. Nie znajdowało się w niej nic więcej. Tylko kawałek dziwnego wierszu i mały opis, który nic mi nie mówił, ani nie podpowiadał.
Lekturę przerwało mi pukanie do drzwi. Wpadłem jak burza do pokoju, krzyknąłem Proszę, schowałem książkę w to samo miejsce i zbiegłem na dół. Stanąłem akurat za plecami rozglądającego się gościa..

*Perspektywa Samanthy*
Stanęłam przed ogromnym domem. Cóż.. wielkością był taki sam jak mój .Może tylko był bardziej zadbany z zewnątrz.  Zapukałam do drzwi po czym usłyszałam ciche proszę. Weszłam i skołowana trochę myślałam gdzie może być Nathaniel a on jakby czytał mi w myślach powiedział stając za mną :
-Witaj w pojebanym świecie Shelley'ów..-odparł jakby wyłaniając się tuż za moimi plecami
-Ciebie też miło widzieć - odparłam zgryźliwie
-Ehym-westchnął cicho-Mamo..! Ile można..!-wykrzyknął po chwili ciszy, zerkając w stronę schodów
-Nathaniel wiesz że jestem kobietą a my potrzebujemy czasu aby się przygotować szczególnie kiedy syn przyprowadza do domu koleżankę !
-Mamoo..! Przesada..-odparł z rumieńcem na twarz- Koleżanka to nie znaczy, że to już twoja synowa..
-Um.. wiesz , oczekiwałam że  dowiem się czegoś o Nocnych Łowcach czy jak to tam się zwie? - spytałam trochę rozdrażniona
-To ją pogoń..!-odparł nieco zdenerwowany
-Ja? To Twoja mama - założyłam ręce
Spojrzał na mnie wzrokiem mordercy który raczej do niego nie pasował. A wręcz miałam ochotę roześmiać mu się w twarz.
 -Mamo..! Bo Samantha się nie może doczekać aby dowiedzieć się o gównie w które jest wpakowana od narodzin..!!-wykrzyczał Nathaniel co chwilę zerkając w stronę na schodów
-Jak ty się dziecko wyrażasz- spojrzała na niego również morderczym wzrokiem schodząc ze schodów-To ona ? -spytała uśmiechając się w moją stronę
-Gdybyś spędzała ze mną więcej czasu..-dodał po chwili- To byś wiedziała o mnie więcej..-skierował kroki w stronę jak mniemam kuchni -Tak to ona..!-dodał gdy wyłonił się zza ściany. Stał i wpatrywał się we mnie
-Cóż.. Nathaniel jest.. - zaczęła uśmiechając się do mnie nerwowo. Przerwałam jej ruchem ręki.
-Porywczy? Wulgarny? Tak. Zorientowałam się- uśmiechnęłam się. Niestety on usłyszał moje słowa
-Panna idealna się odezwała..-na dźwięk moich słów, oparł się jednym ramieniem o futrynę łuku prowadzącego do kuchni
Uniosłam brew do góry.
 -Miałam nadzieję dowiedzieć się co mnie spotkało.. I dlaczego u Nathaniela pojawiło się to dużo wcześniej a u mnie dopiero teraz.
-Mamo ja nie mam zamiaru o tym rozmawiać..-odpowiedział bez wahań-Mam chęć iść do swojego pokoju i zamknąć się tam jak dziecko..-powiedział pod nosem nadal stojąc w tym samym miejscu
-Nathaniel. Um.. bo ty nie wiesz wszystkiego - powiedziała Jenifer z lekkim smutkiem w głosie
-Jak to.! Nie dość, że jestem razem z siostrą wplątany w to.. To coś..! To nie wiem może jeszcze połowy rzeczy..?!-wykrzyczał stając jednocześnie prosto i zaciskając dłoń w pięść
-Nathaniel .. Spokojnie.. - powiedziałam do niego pół szeptem
-Przez to mam dość swojego życia..! Przez was..!-wykrzyczał pokazując dłonią na zdjęcie rodziców stojące na półce w korytarzu
-Nathaniel! Pozwól jej wytłumaczyć ! - warknęłam na niego
-Od dziecka jej pozwalam..-wyszeptał z łzami w oczach
-Nathaniel i Samantha. To co wam powiem jest ważne. Musicie mnie wysłuchać. Nathaniel proszę..- spojrzała na niego błagalnie
-Kolejny raz muszę ci ulec..-wycedził przez zęby
Puściła tę uwagę mimo uszu. - Siadaj ! - rozkazała groźnie
Chłopak jak mówił tak zrobił. Po prostu jej uległ i jak zbity psiak zrobił co kazała rodzicielka.
-Nie mam tatuażu na karku. Ale byłam łowcą. Um.. Nasze moce znikają kiedy łączymy się ze śmiertelnikami
- powiedziała lekko się jąkając
-Chwila, chwila.. Czyli ojciec nie był łowcą..?-spytał zdezorientowany
-Nie. On jest tylko zwykłym człowiekiem dla którego zrezygnowałam z bycia Łowcą. A ty i Harriet macie geny po mnie. To dlatego jesteście Łowcami
Nathaniel nie odezwał się ani słowem. Zaczął tępo patrzeć się w matkę nadal niedowierzając w przed chwilą padnięte słowa.
- Więc .. aby pozostać Łowcą trzeba związać się z drugim Łowcą? - spytałam zdezorientowana
-Najwidoczniej..-szepnął Nathaniel
-Tak. Dokładnie. Wtedy zachowacie moce do końca życia..- powiedziała i popatrzyła na nas po czym my z Natanielem na siebie
-Ja.. Ja nie mam zamiaru.. Nie.. Nigdy.. Nie..-chłopak zaczął się jąkać i odsuwać razem z krzesłem od dziewczyny
-Czekaj co? - ożywiłam się - Nie ! Chyba nie myśli pani o tym co ja
-Przecież w ogóle nie muszę się z tobą wiązać..-spojrzał na mnie-Ja nie mam nic przeciwko aby stracić swoją moc.. Nie potrzebna mi..-powiedział z obojętnością
-A myślisz że ja mam ochotę wiązać się z Tobą? W życiu...- założyłam ręce
-STOP ! - krzyknęła jego matka na co oboje się wzdrygnęliśmy- Um.. jest takie coś jak Sąd Łowców. Wiążąc się z twoim ojcem.. Skazałam nas na ucieczkę. Nathaniel, nie możesz popełnić tego błędu. I Tobie Samantha też nie życzę. Naprawdę - powiedziała smutno
-Że, że.. Że co..?-spytał zdziwiony chłopak- Nie.. Ja mam dość..-chłopak wstał z miejsca z zamiarem pójścia do swojego pokoju
-Siadaj ! - jego mama machnęła ręką sprawiając, że drzwi do kuchni zamknęły się z ogromnym hukiem
Nathaniel z zaciętą miną nadal szedł w stronę drzwi. Złapał za klamkę lecz tym nie dano się otworzyć. Nadzwyczajnie zostały zamknięte na klucz, tylko w pewnym sensie nie przez człowieka.-Pamiętaj.. Także jestem Nocnym Łowcą..-pstryknięciem otworzył znów drzwi..
Jednak kobieta ponownym ruchem ręki i wymamrotaniem słów pod nosem znów je zatrzasnęła- Jestem silniejsza niż ty Nathaniel - warknęła w jego stronę
- Nie rozumiem tu zupełnie nic. Mogę czarować ? - spytałam z głupią miną jakbym nie widziała pokazu matki i syna
-Ale ja sprytniejszy..-odparł z lekkim uśmiechem podbiegając do okna
Jednak odbił się od jakiejś dziwnej powłoki, jakby utknął w wymadlanej bańce - Nie wydostaniesz się. Nie póki nie zdejmę zaklęcia. - powiedziała jego matka. Byłam już na skraju wytrzymałości
-Czy ktoś mi kurwa powie o co tu chodzi?! - wydarłam się patrząc na Nathaniela
-A może zaraz dasz mi z liścia jak małej bezbronnej osóbce..?-spytał z zaciętą miną chłopak
-Samantha spokojnie- powiedziała do mnie, co wcale mnie nie uspokoiło - To nie byłam ja ! To .. Eric.. on.. Zdenerwował się. -spuściła wzrok
-To tak jakby ja teraz to zrobił.. Bo się zdenerwowałem..-powiedział z udawaną niewinnością
-Próbowałam go powstrzymać..- warknęła
-Świetnie. Zapomnieli o moim istnieniu. Świetnie!- warknęłam do siebie, co wywołało spojrzenie mamy Nathaniela na mnie
-Spokojnie.. Jak widzisz mam bardziej uparty charakter do okiełznania..-odpowiedziała z miną twardziela, która wyglądała co najmniej dziwnie u kobiety
-To ja sobie poczekam po prostu nie wiem..W swoim domu..?-powiedziałam zgryźliwie próbując wyjść
-Siedź..! Nie chce być jedyny w tym bagnie..-odparł Nathaniel, który aktualnie zagrzał miejsce na podłodze
-Nie jestem tu potrzebna. Może w internecie coś pisze o tym przekleństwie..-warknęłam w jego stronę i usilnie próbowałam otworzyć drzwi
-Siadać obydwoje, już wszystko wyjaśniam..-magiczna bariera na około chłopaka znikła, a ja zostałam wręcz zmuszona do zajęcia miejsca na krześle. Popatrzeliśmy po sobie z Nathanielem po czym w tym samym czasie założyliśmy ręce i czekaliśmy na wyjaśnienia.
Kobieta przeszła dookoła stołu jednocześnie ściągając z niego obrus. Po uważniejszym przyjrzeniu się spod drewna wyłoniła się mapa, a raczej trasa prowadząca po całym Percie. Jak na moje zdziwienie jedna z strzałek została podpisana moim imieniem, a druga Nathaniela. W pewnym momencie strzałki się stykały a potem rozłączały i tak w kółko, aż na końcu zaplatały ze sobą. Największą zagadką jaką tworzyła ta mapa, były właśnie te oto strzałki. Moja została oznaczona kolorem białym i była dokładnie widoczna, lecz linia chłopaka.. Przerywała się co chwile przez co w niektórych momentach nie można było jej dostrzec..
-Mapa życia..-wyszeptała rodzicielka Nathaniela
-Co ona oznacza..?-spytałam z ciekawością
-Ona nie oznacza, tylko wyznacza.. Wyznacza dróżki naszego życia i to kogo w nim spotkamy i z kim się zwiążemy...-odparła błądząc wzrokiem po naszej dwójce
-Hem hem- odchrząknął-One się.. Stykają.. Czyli..?-spytał ze zdziwieniem snując w myślach podejrzenia
-To nieuniknione.. Prędzej czy później wy..-spojrzała na nas
-Nie..! To nie może być prawda..!-skierowałam wzrok znów na smukła kobietę stojąca po przeciwnej stronie stołu
-Serio..? Ty uważasz, że do siebie pasujemy..? Ona jest przeciwieństwem mnie..-chłopak podniósł głos
-Właśnie. Przeciwieństwa. Będziecie tworzyć świetną parę, a razem.. Wasze moce będą większe..-powiedziała ze spokojem
-Nie. My się nienawidzimy.-pokręciła głową, mamrocąc do siebie
-No chyba nie.!-powiedział z powątpieniem- Mam inne na oku..-odparł po chwili
-Miłość przezwycięży wszystko..
-Miłość.? Miłość nie istnieje. To po pierwsze. A po drugie to Nathaniel i ja.. Nie. To niemożliwe.
-Widzisz to..?-wskazała dłonią na stół po czym nastolatka pokiwała lekko głową- Widzisz mnie i moje czary..?- tym razem także się zgodziła- Ja czaruje, mój syna także. Na dworze w tej chwili przebiega wilkołak. A ty nie wierzysz w miłość..?-spytała z niedowierzaniem
-Tak. Dokładnie.- odpowiedziała unosząc brew- Każdy łowca czaruje..?
-Nie-odparła z westchnieniem- Tylko wybrani..
-Jak to sprawdzić.?-spytałam- Wow.. Nathaniel siedzi cicho..- bąknęłam pod nosem
-To samo się nam ukazuje- powiedział ze spokojem- Na przykład bolesnym tatuażem..-wysyczał niedawno cicho siedzący chłopak- Lub przeze mnie..-powiedział jak najciszej
-Nie wiem czy chcę wiedzieć więcej..-przełknęła śliną-Można to jakoś odrzucić..? Bez konsekwencji..? Nie chcę.. Nie z Nathanielem..-popatrzyła błagalnie
-Ej..! Chętny na to nie jetem..-fuknął cicho, lecz słyszalnie pod nosem
-Zawsze są konsekwencję. Jesteście młodzi. Nie możecie tego odrzucić. Zróbcie to w imię wszystkich Łowców. Proszę..-spojrzała na nas- Nie popełnijcie mojego błędu..
-Przecież nie musimy teraz się hajtać..-podsunął rozsądny pomysł Nathaniel
-Nathaniel..! - skarciła go a ja spojrzałam wzrokiem który mógłby zabić
-Nie hajtnę się z tobą nigdy w życiu. Wolałabym śmierć - wywróciłam oczami i oczekiwałam na reakcję Nathaniela
-Jak miło..!!-odparł z ulgą- Już myślałem, że będę cię musiał odganiać od ciebie..-pokazał rządek swoich białych zębów
-Pierdol się - odwdzięczyła mu się szerokim uśmiechem
-Ile możecie żyć w niezgodzie..!-odezwła się nagle rodzicielka Nathaniela
-Tak długo póki on żyje - uśmiechnęła się do niej
-Jestem w połowie magiem.. Mogę być nieśmiertelny.. Jak ona..-dodał z obrzydzeniem pokazując ruchem głowy swoją matkę
-Co ? - jej mina zrzedła - jesteśmy nieśmiertelni
-Ja, jestem nieśmiertelny..-powiedział z triumfem
-Tylko magowie..-dodała po chwili starsza kobieta
-Świetnie ! Więc gdy wrócę do domu podetnę sobie żyły i będę miała spokój - znów się uśmiechnęła szeroko -Czy bycie ee.. Łowcą zmieni coś w moim życiu?
-Nie martw się.. Moja jedyna także będzie nieśmiertelna..-odszepnął jej do ucha- I tak zmieni dużo.. Ale na to opowiada ona..-wskazał znów na matkę.
Wywróciła oczami na jego słowa wyszeptane do ucha.
-Cóż Sam. Bycie Łowcą polega na niszczeniu demonów i istot które zagrażają ludzkości. Wampiry , wilkołaki..- powiedziała w jej stronę matka chłopaka
-Taa, mogę wyjść..?-spytał z nadzieją
-Nie ! - syknęła w jego stronę rodzicielka
-Nie ciepię swojego życia- szepnął do siebie
-Uwierz mi, że od tej pory ja też - powiedziała Sam- Ostatnie pytanie. Skoro Nathaniel jest czarownicą- tu się uśmiechnęła- To ee ja też mam jakieś specjalne moce czy coś..?
-Ja ci kurwa dam czarownicą to ci w pięty pójdzie..!-chłopak znów zaczął do siebie mamrotać
-Ups. Boję się - uśmiechnęła się pod nosem
-Bać powinnaś się tych istot które pragną cię zabić..-odpowiedziała ze spokojem- A mój syn jest jeszcze słaby, lecz zaczyna powoli nie panować nad swoją mocą..-uśmiechnęła się do syna aby dodać mu otuchy
-Wiesz co..? Ona nie musiała tego wiedzieć..-chłopak fuknął pod nosem-Ino porusz ten temat..-zagroził blondynce..
-To są jeszcze inne istoty które chcą mnie zabić? Prócz Nathaniela? - spytała
-Od razu zabić.. Tylko lekko poturbować..- zaśmiał się cicho- I tak są.. Te istoty które będziesz zabijać.. Tak jak ja.. Niestety..
-Ten u góry pokarał mnie na całe życie - jęknęłam -A dokładniej jakie istoty? Sorry jestem wplątana w jakieś coś więc mam prawo wiedzieć..
-Demony.. Choć wilkołaki i wampiry także.. Ale tylko w swojej obronie..
-Ja pierdole, świetnie. Po prostu świetnie. Zajebie swoich rodziców. Któryś musiał być Łowcą. Zajebie.. - uśmiechnęła się pod nosem - Powinnam wiedzieć coś jeszcze? Czy to już koniec niespodzianek?
-Nie musieli być Łowcami..-powiedział smutny Nathaniel
-To jak inaczej wytłumaczysz to że ja jestem tym czymś?
-Wierzysz w Boga.?-spytała Jenifer
-Wierzę tylko w to co widzę - odpowiedziała
-To popełniasz błąd.. Dzięki niemu istniejemy-opodziadziała z łagodnością
-Nie rozumiem.. - zmarszczyła brwi
-To nas stworzył.. Jesteśmy po to aby chronić śmiertelników..-opowiedziała z spokojem Jenifer
-To staje się coraz dziwniejsze .. - odpowiedziała
-A myślałaś że zostaliśmy stworzeni do jaj..?-odpowiedział Nathaniel
-Pierdol się Shelley. Nie rozmawiam z Tobą..- fuknęła w jego stronę - Tsa. Widzi pani. Ja i Nathaniel.. to mieszanka wybuchowa. Prędzej któreś z nas zabije drugiego niż będziemy razem
-Ostatnio też tak powiedziałaś..-przypominał Shelley
-Nie prowokuj mnie do tego bym Cię uderzyła
-No dawaj..! Oczekuje na to od.. Od kiedy cię zobaczyłem..-pokazał rząd białych zębów
-Jak pan sobie życzy - spoliczkowała go tak mocno jak tylko mogła
-Nie, to nie bolało..- powiedział nadal z szerokim uśmiechem, szepcąc pod nosem słowa które spowodowały, że czerwony ślad zszedł bez problemu- Jeszcze raz chcesz spróbować.?-spytał
-Ugh ! Wypuśćcie mnie stąd - jęknęła
-Ale ja zacząłem cię lubić..-powiedział z ironią w głosie
-Wow. Wcale nie wyczułam tu ironii.. - popatrzyła na niego
-Mam tu was zamknąć na całą noc? - wreszcie odezwała się matka Shelleya
-Po proszę..-chłopak odpowiedział najpierw poważnie aby po chwili wybuchnąć niepohamowanym śmiechem

-Proszę? Chciałabym wrócić do domu bo jest 21, a im szybciej wrócę do domu to tym szybciej odbiorę sobie życie i tym szybciej zejdę z tego świata ku uciesze Nathaniela - spojrzała błagalnie na matkę
-Ale ja cię tak kocham..-Nathaniel znów się odezwał, tyko tym razem z buzią wypełnioną jabłkiem
-Ile można..! Samantho możesz iść do domu, ale najpierw podejść tu do mnie..-powiedziała spokojnie Jenifer
Dziewczyna zrobiła tak jak rozkazała jej rodzicielka Nathaniela.
-Chce cię poturbować.. Tak jak ja..-wyszeptał jej do ucha gdy zmierzała w kierunku Jenifer
-Co znowu? -jęknęła podchodząc do niej
-To na wszelki wypadek..-powiedziała podnosząc rękę i kładąc na moim czole- Życie w naszych rękach jest więc trzymaj je jak tylko chcesz..-wyszeptała do siebie- Przez ten czar już na pewno nie stanie co się krzywda przez najbliższy miesiąc. Czar będzie powoli nikł aż przestanie działać. Wtedy przyjdziesz do mnie ponownie..-rodzicielka jak na razie cicho stojącego chłopaka uśmiechnęła się do Sam
-Świetnie. Teraz się nie uwolnię. Nie dość że od jednej czarownicy to i od drugiej - burknęła pod nosem
-Ranisz kotku..!-odkrzyknął z drugiego końca kuchni Nathaniel
-Powiedziałabym pierdol się no ale.. See you KOTKU - podkreśliła ostatnie słowo - do widzenia pani Shelley - I wyszła z kuchni kierując się w stronę wyjścia
-Nara kotku..!-krzyknął Nathaniel z udawanym smutkiem.

2 komentarze:

  1. Super rozdział. To jak oni sobie dogryzają jest wspaniałe ;)

    Pozdrawiam <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmieje się jak idiotka nw why XDDDDD. Teksty Nathaniela i Sam są krozbrajające xD pzypominają mi moje i mego znienawidzonego kolege. JAPRDL Dobrze, że nie musze być z nim, tak jak Sam z nathanielem, też bym sie zabiła. ~ tt @ekmshelley

    OdpowiedzUsuń