piątek, 16 maja 2014

Rozdział 7

-Problemy w raju..?-spytała z rozbawieniem
-Weź.. Nie wspominaj nawet...-Sam na moje słowa cicho westchnęła pod nosem
-Przykro mi..
-Tobie..? Myślałem, że raczej mnie wyśmiejesz..-podniosłem jedną brew
-No to się pomyliłeś..
-Najwidoczniej..-uśmiechnąłem się lekko- Albo mi się wydaje, albo zmieniłaś zdanie co do mnie.. Już nie jesteś taka.. Hmm.. Jak by to powiedzieć.. -udałem zamyślenie
-Jaka? - uniosła brew wyraźnie zaciekawiona
-Naburmuszona, pyskata, wkurwiona i wiele.. Wiele takich..-zakreślił ostatnie zdanie.
-Mogę być pyskata. Nie zabronisz mi..-zauważyła słusznie
-Prawda.. Nie zabronię.. Ale stwierdzam, ze się zmieniłaś..-uśmiechnął się
-To dobrze czy źle?
-Zależy jak na to spojrzeć
-A ty jak na to patrzysz?
-Że dobrze.? Przynajmniej nie siedzę teraz tu sam..
-Oh.. no tak. Ja jestem przyzwyczajona do samotności-szepnęła jakby do siebie
-No patrz.. Stwierdzić co innego można..
-Poważnie.?
-A nie.?
-No nie wiem
-Teraz wiesz..-zaśmiałem się pod nosem
Położyłem rękę na plecach dziewczyny i popchnąłem w stronę wody. Sam z piskiem i głośnym pluskiem powitała się z jeziorem. Po chwili wynurzyła się na powierzchnie. W tym momencie mógłbym przysiądź, że dziewczyna zabija wzrokiem, a gdybym był bliżej.. udusiłaby gołymi rękoma. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i zamrugałem teatralnie rzęsami, na co ta się odwróciła. Cóż, najwidoczniej nie lubi wody-zaśmiałem się w duchu. Po kilki minutach obserwowania pływającej dziewczyny, postanowiłem jej (jakby) pomóc. Po cichu podniosłem się z starych drewnianych desek pomostu, zdjąłem bluzkę i wskoczyłem do jeziora.
Z początku lodowata woda, koiła całe zmęczenia dnia. W końcu dała mi poczuć, że żyję. Ciągłe narzekanie z strony rodzicielki nie dawały mi spokoju i pogarszały mój humor odbijający się na reszcie znajomych. Sprawy związane z Nocnymi Łowcami, wcale nie były tak łatwe jak by się wydawało. Z początku miałem spokój, lecz po czasie.. Na koncie przybywały kolejne numerki, świadczące o moim starzeniu się jak i zbliżającym szkoleniu. Pierwsze lekcje były wręcz banalnie łatwe, lecz gdy pojawiły się łuki, serafickie noże czy miecze, poziom trudności się zwiększył. Każdego dnia budziłem się z nowymi siniakami czy zadrapaniami. A czas potrafił zwalniać, gdy pojawiałem się na sali treningowej...
Ciche pomruki jeziora odbijającego się od pomostu, przypomniały mi o rzeczywistości. Podpłynąłem do powierzchni wody i zaczerpnąłem powietrza. Znów zanurzyłem się pod wodę. Poszukałem wzrokiem Sam. Dziewczyna z zdenerwowaniem machała nogami i obracała w kółko, najwidoczniej poszukując mojej osoby. Z cichym pluskiem ruszyłem w jej stronę. Złapałem nogę dziewczyny i wciągnąłem pod wodę. Sam rozpaczliwie machała rękoma, szukając pomocy, którą okazałem się ja. Złapała się mojego karku i za żadne skarby nie chciała mnie puścić. Uniosła lekko głowę. Mina dziewczyny wyraźnie wskazywała na chęć zabicia mnie
-Zajebie cie.!- chlapnęła we mnie wodą
-Nawet nie chcesz wiedzieć jakaś ty teraz piękna..-zawinąłem mokre włosy dziewczyny do tyłu
przez co na jej policzkach wystąpił lekki rumieniec
-Cecha wrodzona się odezwała.?-uśmiechnąłem się lekko
-Może - zaśmiała się cicho. Prawie niesłyszalnie.
-A ja chce znać dokładną odpowiedz..-przysunąłem się bliżej dziewczyny i spojrzałem w oczy
-Tak..
-Rozumiem, że odzywa się tylko przy mnie..?-spytałem uśmiechnięty i pewny siebie
-Tak- uśmiechnęła się lekko
Nachyliłem się lekko w jej stronę. Moje dłonie powędrowały w stronę ciała Sam. Opuszkami palców delikatnie muskałem skórę jej szyi. Moja twarz powoli zaczęła zbliżać się do twarzy Samanthy. A ona nie protestowała. Stała nieruchomo jakby tylko na to czekała. W pewnym momencie nasze usta zderzyły się ze sobą w lekkim, delikatnym pocałunku. Moje wargi muskały wargi dziewczyny. Jednak w pewnym momencie coś kazało mi przestać. Musiałem przestać.
-Nigdy więcej..-szepnąłem pod nosem i odsunąłem się od dziewczyny
-Jesteś z Beth. Nie powinniśmy..
-Wybacz..-odwróciłem się do dziewczyny plecami i popłynąłem w stronę pomostu 
Wdrapałem się na pomost i patrzałem jak sam płynie w moja stronę. Podałem dziewczynie rękę gdy ta usiłowała wdrapać się na pomost. Założyłem koszulkę i zarzuciłem torbę na ramie.
-Nath, czekaj. musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy..-złapała mnie lekko za rękę
-Ciekawe..-odburknąłem i spojrzałem na ścianę lasu
-Po pierwsze to ty pocałowałeś mnie..-opuściła dłoń-Wiec nie wiem o co ci chodzi..
-Jedna z pomyłek mojego życia.. Coś jeszcze..?-nadal uparcie patrzałem na las
-Jestem błędem. rodzice też tak mówią- szepnęła do siebie-Lepiej będzie jeśli już się nie zobaczymy.
-Widzisz.. Tutaj jest haczyk.. Ja muszę się z tobą spotykać i muszę dbać o twoje bezpieczeństwo.. Apropo tego.. Treningi na ciebie czekają, to tak dla twego przypomnienia..-skierowałem swoje kroki do domu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz