niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 10

Odwróciłem głowę w stronę uchylonych drzwi. Stanęłam w nich uśmiechnięta od ucha do ucha Sam. Po chwili jej mina zmieniła się drastycznie. Jakby stanął przed nią zmartwychwstały człowiek. 
***
- Masz wyczucie czasu Walker.. -westchnąłem odkładając komórkę do szafki
- Ja pierdole -zakryła oczy kartkami - Masz małego!-krzyknęła -Ile ma? 3 centymetry? -uśmiechnęła się słodko, co spowodowało cofnięcie się mojego śniadania
- Nie zastanawiałem się... Mi do życia wielkość tego gościa-pokazałem palcem w stronę ręcznika-Nie potrzebna.-dopowiedziałem pewny siebie. Zilustrowałem Sam.- Chyba, że tobie. I ogólnie.. Masz dużą wyobraźnię odnośnie wielkości- posłałem jej całusa i zarzuciłem ręcznik na biodra z lekkim uśmiechem satysfakcji wzbudzenia wstydliwości u dziewczyny
- To pewnie dlatego nie słyszę już jęków Beth bo w końcu zauważyła jak mały jest
- Bo on-jeszcze raz postąpiłem ten sam gest- Jej nie rozdziewiczył.! Z resztą.. Weź wyjdź..-odwróciłem się w stronę szafki i zacząłem grzebać w komórce bez celu
- Pf bo w wieku 15 lat zrobił to ktoś inny - prychnęła - mam dla was zaproszenia na MVP
- Hah, super.-uciąłem krótko.
- Wiec um tak. To jest dla Jasona - zaczęła rozdawać przeciskając się pomiędzy chłopakami
- Nie ma ładniejszego.. Na tym jest odcisk buta - Jason
- Nie moja wina, ze Nathaniel nie umie chodzić i wpada na korytarzu na niewinnych ludzi a później nie pomaga nawet pozbierać im tego co wypadło.

-Nie moja wina, że wyskakujesz jak idiotka i wpadasz na mnie. Po czym żalisz się, że nie spełniam twoich oczekiwań odnośnie całowania i każesz rozdać zaproszenia futbolistom. Heh, koniec rozmowy. Nara.-poszedłem pod prysznic.
-Tobie tez nara, idioto-usłyszałem za sobą po czym wszedłem pod prysznic gdzie na podłodze, ognistymi literami pisało "kretyn"


~Perspektywa Nathaniela~
Powrót do domu przebiegał (jak na swoją monotonność) całkiem przyjemnie.  Bez zbędnych sprzeczek, spotkać z Sam czy pouczeń od nauczycieli. Po ciężkich treningach moje ciało wysiadało, więc jedyne o czym myślałem to odpoczynek, którego i tak nie dostawałem. Z każdym dniem co raz bardziej żałowałem, że wpędziłem się w „bycie sławnym”.
 Za dużo narzekam..? Całkiem możliwe.. Ale co poradzić, po tych kilku małych rzeczach mam serdecznie dość. A na dodatek są inne obowiązki.. Obowiązki dające do zrozumienia, że świat może być jeszcze gorszy niż się wydaje.
-Harriet jest u góry, nie chce zejść do mnie.-westchnęła strudzona matka-Co raz mniej przychodzi na lekcje, zamartwia mnie to..
-Ma 7 lat. Inne dzieci w jej wieku biegają na dworze za piłką, a nie..  robią z wodą.. coś..-podrapałem się po głowie- Nawet nie da się tego cholerstwa opisać.!-wykrzyczałem na rodzicielkę z złością.
Dotarłem pod drzwi siostry. Panowała za nimi niepokojąca cisza, więc pośpiesznie zapukałem. Gdy nikt nie odpowiedział szarpnąłem za klamkę. Wparowałem do pokoju siostry niczym zdesperowany zabójca szukający łatwego łupu, ale w mojej zbrodni brakowało jednego kawałka.. a mianowicie ofiary. Obszukałem cały pokój siostry, co nie przyniosło oczekiwanych skutków.
Przeraża mnie genialność mojej mamy.. Drze ryja na cały dom w celu poszukiwania danej osoby.. Ale nie wpadła na genialny pomysł, ze może jej nie być..
-Nie ma jej..-krzyknąłem do swojej rodzicielki. Na usłyszane słowa przybiegła szybciej niż zazwyczaj-Nie ma jej nigdzie, obszukałem cały pokój.. Wygląda, że lekcje magii zostają dziś odpuszczone..-odwróciłem się na pięcie kierując swoje kroki do ukochanego zakątka.
Po otwarciu drzwi zamarłem w progu. Ofiara zbrodni znaleziona. Zastałem siostrę płaczącą na łóżku w jednej ręce z łukiem, a w drugiej z nożem . Z cichym okrzykiem zamknąłem drzwi na klucz i podbiegłem do zguby dnia. Twarz Harriet powlekała warstwa łez, dająca jasno do zrozumienia, że nie wszystko jest tak jak powinno być. Wyjąłem z rąk dziewczynki nóż i poharatany łuk. Opłakiwałem go w sercu.
-Coś ty zrobiła..? Co ci to da.?-spytałem z nikłym załamaniem głosu
-Myślałam, że gdy się go pozbędę nie będziesz tam chodzić.. Zostaniesz ze mną w domu i będziesz mnie chronił, a nie.. Ją.-podniosła swój wzrok wbity w swoje dłonie na mnie-Ona to tylko problem. Ja jej nie chce. Jesteś tylko mój.
Słowa siostry zszokowały mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, jedyne co się odezwało we mnie to sumienie. Uświadamiające mi jaki jestem potrzebny tej małej istotce, którą uważałem za niezniszczalną.
-Odwołujemy dzisiejsze lekcje.-powiedziałem z  stanowczością idą do matki Od kluczyłem  drzwi i zapadłem na mini zawał serca.. Pięćdziesiąty raz dzisiaj. 
-Wiedziałam, że tu jest. W trybie natychmiastowym widzę waszą dwójkę na dole.. I mnie to nie obchodzi, że wam się nie chce.! 
-Dziś odpuśćmy, to nie ma sensu.. 
-Wszystko ma sens.!-przerwała mi w połowie zdania 
-Ona jest roztrzęsiona.!-krzyknąłem 
Może to teraz zabrzmi głupio.. Ale poczułem że robi mi się mokro pod stopami. Autentycznie.. Obróciłem się w stronę Harriet, która zasnęła na łóżku. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt , że z jej ciała niczym krew spływała woda zapełniająca pokój. 

1 komentarz:

  1. Parampampam... Kiedy nastepny?! ^^ czekam z niecierpliwoscią ~ tt @ekmshelley

    OdpowiedzUsuń