sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 9

-Znalezione! - krzyknął po chwili - proszę Cię bardzo - podał mi do ręki parę kartek
Ładnie udekorowanych kartek - dodałam w myślach
***
- Co to jest i co mam z tym zrobić? - spytałam zdezorientowana
- Jak myślisz?-podniósł jedną z brew
- Rozdaj osobą idącym na MVP, jakbyś mogła oczywiście..-zamrugał teatralnie rzęsami. 
-Ohh..., a dlaczego ja muszę czynić te honory? - założyłam nogi na biurko
- Nie mam zamiaru się tłumaczyć młoda damo-zepsuł moje poczynania, jednocześnie zdmuchując nikłe ziarnka brudu- Uciekaj je rozdać..-wypchnął mnie wręcz za drzwi
- Co do ch..- nie zdążyłam nawet dokończyć tego co zaczęłam bo nagle zderzyłam się z czymś i nie byłam pewna co to było
- Chwila uwagi nie zaszkodzi..-cichy szept poszkodowanego odezwał się gdzieś nade mną.
- Um -c - ktoś mnie wypchnął- Sorry - burknęłam
-Tłumacz się... Lecisz na mnie.-zaśmiał się
Podniosłam wzrok znad klatki poszkodowanego, jednocześnie tryskając aurą wściekłości.
- To ty - mruknęłam niezadowolona ze to Nathaniel
Pokiwał z uśmiechem głową, jednocześnie rozglądając się wokół nas na porozwalane kartki. Natychmiast ukucnął i zaczął je zbierać. Po pierwszej zrezygnował, biorąc jedną do ręki i czytając zawartość.
Wokół nas leżały porozrzucane zaproszenia na MVP. Każdy po nich chodził i miał je gdzieś wiec teraz były już prawie na całym korytarzu. Nath czytał jedna z nich zamiast domyślić się ze trzeba je pozbierać.. Ludzie patrzyli na mnie jak na niezdarę i niechluje. Nie lubili mnie. Dziewczyny za mną nie przepadały bo byłam kapitanka czirliderek . Chłopcy za mną nie przepadali za niedostępność. A ogol ludzi ma mnie za wredna dziewczynę, która nie potrafi się bawić i cały czas jest zimna. Na Natha patrzyli z uwielbieniem. No tak. Jak zwykle. Ale to nic..
- Rozumiem, że któreś moje..?-powiedział nadal wczytany w kartkę - Mam sobie je po prostu wziąć, czy uroczyście mi je dasz..?-uśmiechnął się lekko wstając
- Właściwie to mógłbyś je wziąć i rozdać drużynie futbolowej-udał zamyślonego- Zapomnij, sama je rozdam-westchnęłam
- I tak doskonale wiemy, że na mnie lecisz..-wstał z rękoma pełnymi zaproszeń
- Nie czeka gdzieś na ciebie Beth aby possać twoja twarz?
- Wiemy doskonale, ze i Ty o tym marzysz..
- Ta, już raz to robiliśmy i nie zamierzam tego powtarzać bo chujowo całujesz-pokiwałam przecząco głową podnosząc brwi
- Bo się za bardzo wessałaś.-dodał smutny
- Ja? To ty ssałeś jak głupi.
- Ja przynajmniej nie duszę językiem.
- Ugh zejdź mi z oczu, tylko weź te pieprzone zaproszenia.
- Nie ma sprawy, zaproszeń nie biorę. Na razie.!-powiedział oddalając się
Uśmiechnął się, podał zaproszenia i pognał w stronę szatni. Złożyłam w kupę te pieprzone zaproszenia i poszłam na kolejne lekcje. 
Nathaniel . Od czasu pocałunku nie rozmawialiśmy ze sobą, a nawet się nie widzieliśmy. A teraz gdy go zobaczyłam.. Czułam się trochę niezręcznie. Dziwnie. Nie chciałam go widzieć, lecz gdy to już się stało to musiałam stawić mu czoła. Tak już jest. Gdy człowiek tego nie chce, jak na tacy to dostaje.
Po skończonych trutniach z nauczycielami ruszyłam do męskiej szatni. Wbrew wszystkim stereotypom to footboliści dbali o higienę. Nie na darmo w szatni są prysznice. Jest chwila po treningu wiec gracze mogą być w ręcznikach. Tylko. Westchnęłam. Bądź silna Sam i nie zemdlej. Pociągnęłam za klamkę drewnianych drzwi na których pisało "Footbal players" i popchnęłam je.



~`Perspektywa Nathaniela~
Pobiegłem w stronę szatni zostawić rzeczy i przebrać się na trening. Po krótkim przywitaniu z znajomymi ruszyłem na boisko, z perspektywą siedzenia tam dobre dwie godziny. Uśmiecha mi się na to? Raczej tak. Trochę zmęczenia nie zaszkodzi.
Po treningu wkroczyłem znów do szatni niczym super bohater w czerwonej pelerynie.. podpalonej.
Z lekkim stłuczeniem (a może i nawet olbrzymim) wstałam z posadzki w celu zamknięcia drzwi przez, które przed chwilą wleciałem z olbrzymim hukiem. Jak gdyby nic podszedłem do sprawczyń mojego upadku. Wszystko było by okej, gdyby nie parsknięcie śmiechem ukochanego kolegi-Jasona. Moje szczęście dzisiejszego dnia nie zna limitu..
-Nie martw się Nathaniel.. Nikt nie widział. A bynajmniej tak mi się wydaje...-powiedział między odgłosami przypominającymi śmiech lub gody świnek morskich
-Ten siniak na moim tyłku cię zapamięta, a raczej twoją nogę. Kto ci takie głupie pomysły podsuwa, aby komuś nogi podkładać.!-podniosłem lekko głos dla nadania efektu słów
Odwróciłem się na pięcie, zarzucając spaloną peleryną mojego męskiego ego. Co prawda Jason był moim najlepszym przyjacielem. Wiedział o mnie niemalże wszystko ale jego charakter.. Nikt nie jest idealny. A cóż, na pewno nie on.
Wkroczyłem do prysznica tym razem bez zniszczeń emocjonalnych i fizycznych. Rozebrałem się, wrzucając rzeczy do szafki. Zerknąłem na komórkę.
-Chłopcy mam coś dla was..
Odwróciłem głowę w stronę uchylonych drzwi. Stanęłam w nich uśmiechnięta od ucha do ucha Sam. Po chwili jej mina zmieniła się drastycznie. Jakby stanął przed nią zmartwychwstały człowiek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz